Przejdź do treści

Wartości i sens

Relatywizm moralny – czy dobro i zło są względne?

27.08.2026 13 min czytania
Troje dorosłych dyskutuje przy stole nad książkami — spór o względność norm moralnych

Zdanie „to zależy od kultury” brzmi jak rezygnacja z oceny, a nią nie jest. Relatywizm moralny odrzuca wyłącznie tezę, że ta sama norma wiąże każdego człowieka w każdym czasie i miejscu — nie odrzuca samych norm. Wspólnota nadal orzeka, że czyn był zły; przesuwa się jedynie punkt, w którym wyznacza się tę granicę.

Czym jest relatywizm moralny?

Relatywizm moralny to stanowisko, według którego oceny moralne nie obowiązują w ten sam sposób wszystkich ludzi. Kryterium minimalne jest jedno: relatywistą jest ten, kto odrzuca tezę o absolutności i powszechności zasad, czyli o tym, że odnoszą się one do każdego człowieka w każdym czasie i miejscu. Do tego stanowiska nie trzeba dokładać przekonania, że relatywne jest wszystko.

Relatywizm umieszcza źródło norm w człowieku. Systemy normatywne traktuje jako rodzaj umowy społecznej, czyli porozumienia wspólnoty co do reguł, które w niej obowiązują. Tu leży najostrzejsza linia podziału z absolutyzmem, który wskazuje źródło niezależne od człowieka, niekiedy ponadnaturalne.

Odrzucenie powszechności zasad nie kasuje ich treści ani ich mocy wewnątrz wspólnoty. Nawet konsekwentny relatywista układa własną hierarchię wartości, bo inaczej nie miałby jak wybrać między dwoma sprzecznymi obowiązkami.

  • Immoralizm – odrzuca same normy moralne, a nie ich powszechność; relatywista uznaje, że normy wiążą, tylko nie wiążą wszystkich jednakowo.
  • Moralność pod bieżącą wygodę – dopasowuje ocenę do własnego interesu w danej chwili, bez żadnego stałego kryterium, podczas gdy relatywizm wiąże ocenę z kulturą, epoką albo grupą.
  • Nihilizm – głosi, że żadne wartości nie mają uzasadnienia, a relatywizm mówi o wielu równolegle działających uzasadnieniach.

Pomyłka bierze się z jednego skrótu: skoro nie ma zasad dla wszystkich, to podobno nie ma zasad w ogóle. Relatywista odrzuca powszechność, a nie normy, dlatego potoczne zrównanie relatywizmu z moralnością pod siebie jest błędem pojęciowym.

W relatywizmie nie znika ocena, że czyn był zły. Przesuwa się tylko punkt, w którym wyznacza się granicę niemoralności: robi to konkretna wspólnota, epoka albo grupa zawodowa.

Odmiany relatywizmu moralnego

Pod jedną nazwą kryją się trzy różne twierdzenia o bardzo różnej sile. Spór o relatywizm często toczy się dlatego, że każda strona ma na myśli inne z nich. Każda odmiana ma dodatkowo wersję słabą i mocną: słaba wiąże ocenę z obyczajem i tradycją, mocna idzie w stronę równoprawności systemów wartości.

1. Relatywizm normatywny

Ta wersja mówi, że różni ludzie mogą podlegać odmiennym wymaganiom moralnym. Nie twierdzi natomiast, że oceny moralne są nieprawdziwe albo bezpodstawne – spór dotyczy zakresu obowiązywania normy, nie jej prawdziwości.

Z tej tezy wyprowadzano postawę nazywaną permisywizmem albo tolerancją, zależnie od tego, kto ją nazywa; jej treść jest ta sama i polega na niezwalczaniu poglądów oraz zachowań innego kręgu kulturowego. Postawa zmienia się w twierdzenie o normach w chwili, w której zamiast „nie wtrącam się” pada zdanie „ta norma ich obowiązuje i nie podlega ocenie z zewnątrz„.

2. Relatywizm osądu moralnego

Teza dotyczy tu samych ocen: sąd moralny zależy od osoby, grupy i okoliczności. Wartość tego samego czynu przesuwają cztery czynniki: intencja, motyw, skutki i warunki działania.

Powiedzenie nieprawdy o przyczynie nieobecności w pracy ocenia się inaczej, gdy służy ukryciu lenistwa, a inaczej, gdy osłania prywatną sprawę chorego dziecka. Zmienił się jeden czynnik, motyw, a ocena poszła w przeciwną stronę.

Sama dobra intencja nie usuwa szkody, którą czyn wyrządził, dlatego w typowym sporze ocenę przesuwają najmocniej skutki. Skutki da się pokazać, a intencję i motyw trzeba przyjąć na słowo.

3. Relatywizm metaetyczny

Najmocniejsze z trzech twierdzeń brzmi: każdy system wartości może być równoprawny. Właśnie ta wersja jest celem zarzutu o nihilizm, bo z równoprawności systemów wyprowadza się wniosek o braku kryterium wyboru.

Rozstrzygające jest jedno rozróżnienie. Uznanie, że istnieje wiele systemów wartości, to opis stanu rzeczy, natomiast uznanie ich równorzędności to teza mocniejsza, wymagająca osobnego uzasadnienia. Gradacja jest tu największa: wersja słaba wiąże ocenę z obyczajami i tradycją, mocna przypisuje wszystkim systemom równy status.

Kultura, czas i grupa zawodowa

Tom, tkana chusta i identyfikator na blacie jako obrazy norm epoki, kultury i grupy zawodowej

Różnice norm obserwuje się na trzech polach i każde ma osobną nazwę. Podział idzie według źródła różnicy – czas, kultura albo grupa – a nie według treści samego twierdzenia relatywisty.

  • Relatywizm historyczny – te same postawy oceniano inaczej w różnych epokach; osoby chore niegdyś wykluczano ze społeczeństwa, a dziś za właściwe uznaje się ich leczenie.
  • Relatywizm kulturowy – kultury odmiennie oceniają te same praktyki, na przykład wielożeństwo, rolę kobiet czy atak samobójczy, który w jednym miejscu jest zbrodnią, a w innym bywa wartościowany dodatnio.
  • Relatywizm socjologiczny – część norm obowiązuje wyłącznie jedną grupę, a najlepszym przykładem są etyki zawodowe, w tym obowiązek zachowania tajemnicy zawodowej.

Materiał do tego argumentu zbiera antropologia kulturowa, czyli nauka porównująca obyczaje i normy różnych społeczności. W jej opisach kryteria ocen są utrwalone tradycją i ustalane w każdej społeczności niezależnie od innych kultur. Rozstrzał ocen wewnątrz jednej kultury jest zwykle mniejszy niż między kulturami, więc dwie osoby z tej samej wspólnoty rzadko różnią się tak mocno jak dwie wspólnoty.

Wszystko powyżej opisuje fakt różnorodności. Teza, że wszystkie te systemy są równie dobre, to osobny krok, którego sam opis różnic nie uzasadnia.

Gdzie dokładnie leży spór z absolutyzmem etycznym?

Spór nie dotyczy tego, czy ludzie oceniają różnie, bo to widać bez filozofii. Dotyczy dwóch rzeczy: gdzie leży źródło normy i do kogo norma się stosuje.

Absolutyzm etyczny, nazywany też rygoryzmem etycznym, twierdzi, że wartość czynu i normy mieści się w nich samych. Jest bezwzględna i nie zależy od osoby działającej, intencji, motywu, skutków ani warunków.

Relatywizm etyczny odwraca to zdanie punkt po punkcie. Ta sama czynność może mieć różną wartość właśnie dlatego, że zmieniają się wymienione wyżej czynniki.

Metaetyka rozdziela trzy osie sporu, a odpowiedzi na nich można łączyć w różny sposób:

  • Kognitywizm i akognitywizm – rozstrzyga, czy sąd moralny może być prawdziwy albo fałszywy; akognitywista uznaje takie zdania za wyraz postawy, nie za twierdzenia o faktach.
  • Obiektywizm i subiektywizm – wskazuje podstawę oceny: coś niezależnego od ludzkich przeżyć albo same przeżycia i preferencje.
  • Relatywizm i uniwersalizm – odpowiada na pytanie, do kogo sąd się stosuje: do wszystkich podmiotów w podobnej sytuacji albo tylko do członków określonego kręgu.

Relatywizm nie musi pokrywać się z subiektywizmem, choć oba pojęcia stale są sklejane. Można uznać, że ocena jest wiążąca dla całej wspólnoty, a nie dla pojedynczej osoby, i wciąż zostać relatywistą, bo norma nadal nie obowiązuje wszystkich ludzi.

Test uniwersalisty mieści się w jednym zdaniu: jeśli podmiot ma w danej sytuacji obowiązek coś zrobić, to każdy inny podmiot w podobnej sytuacji ma obowiązek zrobić to samo. Kto się z tym zgadza, jest uniwersalistą, a kto dopuszcza zależność obowiązku od kręgu kulturowego, jest relatywistą.

Klasycznym punktem odniesienia uniwersalizmu jest imperatyw kategoryczny Kanta, czyli nakaz postępowania według zasady, którą można by uczynić prawem powszechnym. Prawo naturalne wyprowadza normy z natury człowieka, a godność człowieka pełni w nim rolę podstawy, której nie nadaje ani kultura, ani władza.

Co przemawia za tym, że oceny moralne są względne?

Za względnością ocen przemawiają cztery argumenty, ale tylko pierwszy jest empiryczny. Pozostałe trzy są normatywne, czyli opierają się na wartości przyjętej wcześniej niż wniosek, który mają uzasadnić.

Cztery argumenty różnią się nie tylko treścią, ale i tym, co realnie dowodzą:

  1. Różnorodność ocen między kulturami i epokami jest sprawdzalna i nikt jej poważnie nie kwestionuje. Sam fakt różnicy nie dowodzi jednak, że żadna z ocen nie jest lepiej uzasadniona od pozostałych.
  2. Zależność normy od warunków społecznych wyjaśnia, skąd te różnice się biorą: reguły dotyczące małżeństwa czy własności powstają wokół realnych potrzeb wspólnoty i zmieniają się razem z nimi. Argument nie sięga dalej niż geneza normy i nie mówi, czy norma jest słuszna.
  3. Tolerancja i współpraca między kulturami są łatwiejsze, gdy żadna strona nie rości sobie prawa do jedynej wykładni dobra. To racja praktyczna, nie dowód, bo skuteczność współpracy nie rozstrzyga, kto ma rację w sprawie normy.
  4. Umowa społeczna jako źródło norm tłumaczy ich moc wiążącą bez odwołania do porządku poza człowiekiem. Nie tłumaczy natomiast, dlaczego pewnych ustaleń nie wolno zmienić zwykłą większością głosów.

Najmocniejszy jest argument drugi. Opis różnic można przyjąć i mimo to zostać uniwersalistą, natomiast wskazanie mechanizmu powstawania normy uderza w tezę o źródle niezależnym od człowieka.

Umowa wspólnoty ustala reguły ochrony dóbr, ale wartość autoteliczna jest ceniona sama w sobie, a nie ze względu na korzyść, którą przynosi. Ta różnica decyduje o tym, co strony sporu są w ogóle gotowe negocjować.

Rozluźnianie jednego obowiązującego systemu wartości ma długą historię. Machiavelli rozróżniał dwa systemy wartości i zalecał relatywne traktowanie niemal wszystkiego, a Nietzsche potępiał moralność, którą nazywał niewolniczą.

Nihilizm, anomia i spór międzykulturowy

Wobec relatywizmu formułuje się cztery zarzuty, przy czym jeden z nich, zarzut anomii, jest słabszy, niż wskazywałaby siła, z jaką bywa podnoszony. Anomia oznacza tu stan rozchwiania norm, w którym reguły przestają kogokolwiek wiązać.

Cztery zarzuty wracają w literaturze niemal zawsze w tym samym zestawie:

  • Zarzut nihilizmu – jeśli wszystkie poglądy są jednakowo uzasadnione, znika podstawa do odrzucenia któregokolwiek, także skrajnego.
  • Zarzut anomii – rozmycie wspólnych norm miałoby prowadzić do stanu, w którym nikt nie czuje się związany żadną regułą.
  • Brak gwarancji ustroju i norm wspólnych – relatywizm nie dostarcza argumentu, dla którego demokracja i prawa mniejszości mają być trwalsze od rozwiązań przeciwnych.
  • Kłopot praktyczny w sporach międzykulturowych – bez kryterium wspólnego dla obu stron nie da się rozstrzygnąć konfliktu norm między kulturami ani państwami.

Popularna riposta „relatywizm sam się obala” nie działa w tej postaci. Twierdzenie, że relatywizm jest absolutnie i powszechnie prawdziwy, nie zawiera sprzeczności formalnej, bo mówi o statusie norm, a samo normą nie jest.

Porównania osób o poglądach absolutystycznych i relatywistycznych nie wykazały wyraźnych różnic w poziomie anomii. Przestrzeganie norm wiąże się raczej z osobistym zaangażowaniem w daną wartość niż z charakterem samej normy, co przenosi zarzut z poglądów na motywację.

Jeden punkt zbieżny widać między bardzo różnymi kulturami: poczucie niesprawiedliwości pojawia się wszędzie, choć lista czynów uznawanych za krzywdę bywa odmienna. Ta zbieżność osłabia mocną wersję relatywizmu, bo daje ocenie wspólny punkt zaczepienia.

Zarzut odwrotny trafia w stronę przeciwną. Doktryna dopuszczająca porównywanie i ocenianie kultur bywa formułowana z pozycji silniejszego i usprawiedliwiała już arogancję oraz imperializm. W ocenie konkretnej praktyki dużo zależy od kontekstu, dlatego rozsądniej porównać ją z opracowaniami z zakresu etyki albo skonsultować z osobą zajmującą się nią zawodowo, niż zostać przy pierwszej intuicji.

Neutralność światopoglądowa, prawa człowieka i kodeksy zawodowe

Pusta sala obrad z mikrofonami i odsuniętym krzesłem — miejsce sporu o normy uniwersalne

Spór z podręcznika wraca w trzech miejscach, w których ktoś musi podjąć decyzję. Konflikt między własnym przekonaniem a obowiązkiem zawodowym jest typowym dylematem moralnym, bo każde rozstrzygnięcie ma tu koszt po jednej ze stron.

  • Wymóg neutralności światopoglądowej wbrew własnym przekonaniom – trzeba wyznaczyć granicę między powstrzymaniem się od oceny a rezygnacją z własnego sądu; ten wątek dominuje w krytyce relatywizmu w etyce lekarskiej, formułowanej najczęściej ze stanowisk konserwatywnych i odwołujących się do prawa naturalnego.
  • Ocena praktyki innej kultury – potrzebne jest kryterium wspólne dla obu stron, a w prawie międzynarodowym pełnią tę rolę deklaracje praw człowieka zakładające prawa nienaruszalne niezależnie od kultury.
  • Norma obowiązująca wyłącznie jedną grupę – to relatywizm socjologiczny w czystej postaci, a kodeks zawodowy jest jego przykładem, choć nikt nie nazywa go relatywizmem.

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka składa się z preambuły i 30 artykułów, a prawa wywodzi z przyrodzonej godności człowieka, nie z obyczaju konkretnej wspólnoty. Konstrukcja jest więc z założenia uniwersalistyczna, dlatego każdy spór o jej stosowanie w innym kręgu kulturowym jest sporem o relatywizm, nawet gdy to słowo nie pada.

W tekstach publicystycznych „relatywizm moralny” funkcjonuje zwykle jako zarzut, a nie jako nazwa stanowiska filozoficznego. Ta różnica zmienia sens całych zdań: w tekście akademickim termin wskazuje pozycję w sporze, a w publicystyce ocenia przeciwnika.

Jak ustawić własne stanowisko między względnością a uniwersalnością norm?

Odpowiedź na pytanie o względność dobra i zła rozpada się na dwie części. Różnorodność ocen jest faktem opisowym, a ich równoprawność to osobna teza, która z faktu różnorodności logicznie nie wynika.

Trzy pytania wystarczą, żeby nazwać własne stanowisko:

  • Sprawdź, czy zdanie „to było złe” uznajesz za prawdziwe albo fałszywe; odpowiedź twierdząca to kognitywizm, przecząca to akognitywizm, czyli traktowanie ocen jako wyrazu postawy.
  • Rozstrzygnij, czy ten sam obowiązek dotyczy każdego w podobnej sytuacji; „tak” stawia cię po stronie uniwersalizmu, „nie” po stronie relatywizmu normatywnego.
  • Odpowiedz, czy wszystkie systemy wartości są równie dobre; „tak” to relatywizm metaetyczny, „nie” mieści się jeszcze w stanowisku pośrednim.

Między skrajnościami jest realne miejsce na trzecią pozycję. Można uznać normy za wytwory przygodne, historyczne i kulturowe, a jednocześnie odrzucić wniosek, że wszystkie kultury są jednakowo wartościowe – takie podejście nazywa się anty-antyetnocentryzmem.

Ocena opiera się wtedy nie na porządku spoza człowieka, ale na skutkach normy dla ludzi, których ona dotyczy: na cierpieniu, na stopniu przymusu i na tym, czy wewnątrz wspólnoty można normę zakwestionować bez ryzyka.

W praktyce większość ludzi mieści się bliżej środka niż którejkolwiek skrajności. Szacunkowo mniej niż co piąty dorosły uznaje zasady obowiązujące bez wyjątków, około czterech na dziesięciu uważa jasne zasady za pożądane, ale dopuszcza odstępstwa w wyjątkowych sytuacjach, a mniej niż co szósty wybiera ocenę zależną wyłącznie od sytuacji.

Intuicje przestają być relatywistyczne przy jednym typie pytań: przy czynach zadających ból komuś, kto nie ma jak się obronić. Nawet zwolennik pełnej względności ocen zwykle przyznaje, że krzywda wyrządzona dziecku nie jest kwestią lokalnego obyczaju, i w tym punkcie zaczyna mówić o uniwersalnych wartościach moralnych.