Transkrypcja odc. 80: Bajkowy świat (naszego) dzieciństwa?

with Brak komentarzy

Pobierz transkrypcję w formacie PDF TU  Posłuchaj odcinka TU | Przeczytaj całą rozmowę poniżej 

Witam Cię bardzo serdecznie w nowym 80. odcinku, w którym z Kasią Warpas rozmawiamy o książkach dla dzieci. O książkach naszego dzieciństwa. I zastanawiamy się na ile te książki nas ukształtowały i czy dzisiejsze książki dla dzieci są inne? Mamy porównanie, bo obie jesteśmy mamami małych dziewczynek, ale musisz też wiedzieć, że Kasia jest ilustratorką, więc zna ten temat od podszewki, nie mówiąc już o tym, że książki ilustrowane to jej prawdziwa pasja. Zależało nam na tym, aby to był taki miły, lekki, grudniowy odcinek. Czy nam się udało? Posłuchaj sama i daj nam znać, po wysłuchaniu odcinka. Jak zawsze czekamy na Ciebie na Instagramie i na stronie odcinka. Tam też znajdziesz notatki, tytuły książek i autorów oraz transkrypcję, za której wykonanie serdecznie dziękuję Agacie Podsiadły. 

I zanim zaproszę Cię na tę rozmowę to chciałabym jeszcze bardzo krótko nawiązać do poprzedniego odcinka, w którym mówiłam o tym jak i gdzie poznawać przyjaciół w dorosłym życiu. 

Dostałam od Was sporo wiadomości po tamtym odcinku. Dziękuję Wam bardzo serdecznie za nie. I jedno mogę powiedzieć – ten temat jest bardzo żywy wśród nas i czujecie podobnie. Jeśli jeszcze nie słuchałaś tego odcinka zachęcam Cię serdecznie, to był odc. nr 79. W tych wiadomościach pisałyście, że pomysł z takimi wspólnymi spotkaniami dla Słuchaczek jest fajny i chętnie wzięłybyście w nich udział. Dlatego postanowiłam wcielić ten pomysł w życie. Zastanawiam się nad formułą takich spotkań. Na pewno będą to małe grupy, abyśmy mogły rozmawiać i poznawać się – bo taki będzie cel tych spotkań. To będą na początku na pewno spotkania online, ale myślę, że fajnie gdyby łączyły osoby mieszkające w bliższej lub dalszej okolicy. Czy to się uda? zobaczymy. Jak widzisz ten pomysł cały czas jeszcze dojrzewa. Na pierwsze takie spotkanie zaproszę Was już w styczniu 2020 roku. Jeśli jesteś zainteresowana szczegółami to odsyłam Cię już do strony SPOTKANIA. Tam możesz zapisać się na listę zainteresowanych. Nie jest to nic zobowiązującego, a pomoże mi lepiej poznać, skąd jesteście i ile nas jest na ten moment. Na pewno będę też o tym opowiadać informować w newsletterze oraz na Instagramie, więc zachęcam Cię też, jeśli jeszcze nie jesteś zapisana to zapisz się. Ja już się cieszę się na te spotkania, choć mam też lekki stres, bo jest to coś nowego, a nowości zawsze wywołują we mnie taką ekscytację pomieszaną z lękiem. Ale myślę, że to będzie dla nas wszystkich bardzo fajna przygoda.  

A teraz już zapraszam Cię na nowy odcinek podcastu. 

pastedGraphic.png

Cześć, Kasia!

Cześć, Agnieszka!

Witam Cię ponownie. Cieszę się.

Też się cieszę, że mogę tu być.

Teraz są takie wymiany uśmiechów – Wy tego nie widzicie, ale one są. Tak że dzisiaj się śmiejemy, bo mamy temat wyjątkowo przyjemny, który jak powiedziałyśmy sobie jeszcze przed nagraniem, pachnie domem. I to jest taka intencja na ten grudzień, żeby ten odcinek pachniał takim miłym, bajkowym domem. A do tego jeszcze rozmawiamy w temacie, w którym jesteś specjalistką…

Bywam 😊. Jestem znana w niektórych kręgach jako specjalistka w tym temacie. Tak.

No. Ale też rozgryzałaś ten temat od tej takiej technicznej strony przez długi czas.

No, to prawda.

Dobra, to zdradzimy, jaki to jest temat, żeby już nie trzymać w napięciu…

Werble! 😊

Wszyscy już poczuli zapach ciastek w tle i cynamonu…

Zaparzyli herbatę…

O, dokładnie. I jesteśmy. Chcemy rozmawiać o książkach dla dzieci, ale pomyślałyśmy sobie, że to jest taki temat rzeka, że albo mogłybyśmy tu jakoś szukać jakiejś kategorii – książki dla dzieci o tym i o tamtym. A pomyślałyśmy sobie jednak, że chciałybyśmy porozmawiać trochę o tych naszych ulubionych książkach z dzieciństwa, z takim odniesieniem się do tego, bo same jesteśmy mamami, więc teraz na nowo czytamy książki dla dzieci. Czasami te same, czasami nie te same. I właśnie porozmawiać o tym, jak bardzo poprzez pryzmat tego, co się teraz pisze, wydaje dla dzieci, co my same wybieramy dla naszych dzieci, jak widzimy dzieciństwo naszymi oczami, jakie mogłoby, powinno by być, jakie nie było. Tak że myślę, że trochę też będziemy zakrawać tą rozmową o jakieś takie przekazy rodzinne. Bo też tak sobie pomyślałam, że te historie, którymi się karmiliśmy jako dzieci, one nas mocno ukształtowały chcąc nie chcąc.

Tak myślisz?

No, ja myślę, że bardzo.

Ja tak się zastanawiam… U mnie było tak, że… Zdradzę – uwaga, będzie zdrada – zdradzę teraz tajemnicę: moją ulubioną książką z dzieciństwa była książka do chemii mojej siostry. To była książka ilustrowana i w tej książce narysowano, jak gotuje się woda. I były ludziki – to chyba byli chłopcy na niebiesko, a dziewczynki na czerwono – tych dziewczynek robiło się coraz więcej i oni zaczynali tańczyć, a na końcu były same gorące te dziewczynki – to była ta woda, która się zaczynała gotować w czajniku. Ogromnie uwielbiałam tę ilustrację. Poza tym był też kosmos i inne rzeczy, ale właśnie ta ilustracja gotującej się wody została ze mną do dziś. I tak sobie myślę, że jeżeli tak mówisz, to rzeczywiście na tyle to wpłynęło na mnie, że ja teraz robię zawodowo właściwie to, co w tej książce zobaczyłam. Próbuję wytłumaczyć złożone zjawiska w prosty wizualny sposób – bo jestem projektantką wystaw muzealnych i właśnie na tym polega moja praca. 

Tak chciałam zażartować, wiesz, ale nie chciałam ci przerywać, a chciałam dodać taki żarcik sytuacyjny – jak powiedziałaś: „Robię zawodowo…” i pomyślałam sobie, wskakujesz do tej gorącej wody, jak te dziewczynki i chłopcy. No nie mogłam się powstrzymać, taki żarcik 😊. Ale widzisz, to w ogóle skręca, ta rozmowa, na jakieś nieprzewidziane totalnie przeze mnie tory i w sumie to jest nawet fajne w tych rozmowach, bo pomagają drugiej stronie zobaczyć coś, co sobie powtarzamy w głowie. Ja myślę, że każda teraz słuchaczka ma jakąś historię i to skręca sobie u niej jeszcze w jakąś stronę. Bo dla mnie to miała być taka rozmowa, taka jeden do jeden, wiesz – mama czytała mi książki i to ona na mnie wpływała, albo potem już oglądałam sobie te bajki i to były te wszystkie historie, którymi się nasączałam do momentu, gdy na ekrany nie wkroczyła „Dynastia” i cały mój świat zrobił się pełen blasku, no i też agresji. 

Chciałaś być Cristal czy Alexis?

Jestem tak bliska Cristal, że nigdy nawet nie pojawiło się w mojej głowie pytanie, czy można by było pomiędzy nimi dwiema wybierać.

Tak na marginesie pytanko.

Myślisz, że ta ilustracja tak bardzo na ciebie wpłynęła, że… W ogóle, ile miałaś lat, jak tę książkę zobaczyłaś?

Cztery? Bo to było tak na ogół, że cała moja rodzina spała w weekendy dłużej, a ja wstawałam jako pierwsza, co odziedziczyła niestety moja córka po mnie. No więc oni wszyscy spali, ja nie miałam, co ze sobą zrobić, więc wyciągałam z szafki te wszystkie książki i sobie oglądałam. Oprócz tej jednej do chemii była jeszcze inna, oczywiście dwie książki do rosyjskiego i one też były bogato ilustrowane. I tam też, pamiętam, była taka ilustracja z dziewczynką i kotem, i o tym, jak trzeba się przygotować do szkoły rano, że się myje ręce, twarz, czesze się włosy, ubiera się i ten kot robił to samo, co ta dziewczynka. Czyli ktoś tłumaczył jakąś tam historię, jakiś koncept za pomocą obrazków.

To widzisz, z takimi ilustracjami to mi na przykład zapadła mocno w pamięć – no ty pewnie tej książki do chemii siostry to nie masz tam teraz pod ręką, zgaduję.

Nie mam, ale mam książki do rosyjskiego. Odziedziczyłam 😊.

Musimy zrobić zdjęcia i pokazać na Instagramie i na stronie. 

Koniecznie.

Ale u mnie to była książka, którą tu mam pod ręką, ale nie będę tu teraz szperać, bo mogą pojawić się jakieś wielkie szumy w tle. Ale to była książka „Baśnie” Andersena, gdzie na okładce jest – nie powiem ci nawet, z której baśni – ale na okładce jest umierająca matka z chłopcem, z otwartą przed sobą księgą na tym łożu, z którego wyrasta taka ciernista róża. Ja muszę ci się przyznać, że moja mama bardzo lubiła czytać baśnie Andersena – mam zresztą dwie książki nawet – i jeszcze druga taka baśń, która mi najbardziej zapadła w pamięć, to jest ta o choince, przedświątecznie tutaj nawiążę, co całe życie czekała, czekała na coś i w końcu się doczekała i to nie było to, i jeszcze na koniec skończyła marnie. I tak jakoś ze mną smutek z tych baśni został.

Taka melancholia, czy właśnie taki smutek?

Raczej takie przesłanie, że życie jest ciężkie, trudne. Takie złe zakończenia ze mną zostały. 

Ja pamiętam też, mama mi czytała Andersena. Miałam wydanie z Garbuskiem na okładce, taką strasznie ciemną okładkę miało i ten Garbusek był taki złoto-żółty kolor.

W sensie człowiek-garbus, nie samochód?

Nie, garbusek – taki konik.

A widzisz, konika to w ogóle nie pamiętam.

Widzisz. W mojej było. Chyba Andersen napisał wiele tych bajek. No i oczywiście „O dziewczynce z zapałkami” to była ta historia, która mi została w pamięci. To też raczej smutne.

Smutne, no.

I szczerze mówiąc, nie czytałabym teraz tego mojej córce. 

No właśnie! I tu wchodzimy właśnie w to pole, bo dla mnie to jest takie aż uderzające, bo powiem ci, rok temu dokładnie, jak byłam u mojej siostry na Święta – akurat te „Baśnie” Andersena mam przy sobie już od jakiegoś czasu, ja je zabrałam z domu już długo wcześniej. Ale jak byłam u mojej siostry na Święta, to ona w końcu pozbierała te wszystkie książki z dzieciństwa, które miałyśmy, z domu rodzinnego, którego już nie ma, z taką informacją, że może się nimi podzielimy teraz. I po prostu pamiętam ten moment, tak się rzuciłam na te książki, tak wiesz – naprawdę one były strasznie zakurzone, miałam całe czarne ręce potem – jak na takie wielkie, wielkie skarby i tam po prostu: które chcę, których nie chcę. I wśród nich była książka, którą u mnie kiedyś widziałaś, pt. „Czerwony Kapturek”, ale taka A4, nadgryziona trochę, ale po prostu jak ją otworzyłam, to był taki wehikuł czasu – że ja dokładnie sobie przypomniałam, jakby ktoś mnie teleportował do tamtych momentów, jak z mamą siedziałam. 

I zaczęłam przeglądać. Po pierwsze tam jest kilka innych opowieści, są to bardzo okrutne historie. Po drugie – ja zrobię zdjęcie tych bajek, ale one są takie, zresztą zobaczycie te postaci, takie duże dekolty, duże biusty… No nie, że Czerwony Kapturek jest wydekoltowany, ale tam jest potem jakaś historia o jakimś… Nawet trochę seksualne myślę sobie dzisiaj, w sensie – odbiegają mocno od ilustracji à la Pucio czy Skarpetki, o których bardzo chciałabym porozmawiać. Ale wzięłam też trochę małych książeczek, różnorakich, bo i tych baśni, i tych właśnie takich historii, które ja pamiętam i miałam je jako takie małe niespodzianki dla mojej córki, od czasu do czasu. I jak się zaczęła pandemia, to zaczęłam wyciągać po jednej co jakiś czas i zaczęłam czytać, i tak straszne historie, że pewnego razu słyszę, jak mój mąż w drugim pokoju nagle krzyczy: „Co to za bajka? Kto to przyniósł?!” I ja wiedziałam, o jakiej bajce mówi, bo to jest jakaś taka hardcorowa bajka. Ona się zaczyna w stylu dawno temu żyli sobie siostra i braciszek, ojciec wygnał ich do lasu, bo byli tak biedni, macocha po prostu prawie porąbała ich siekierą. Naprawdę takie rzeczy! I takie mrożące krew w żyłach. Moja córka słucha z zapartym tchem, ogląda po prostu z wypiekami na twarzy. Na koniec okazuje się, że chodzi o to, że ta dziewczynka na tej ilustracji tak pięknie wygląda, i ten konik tam jest taki cudowny… Ale myślę sobie, że nawet według tych wszystkich, powiedzmy, newage’owych teorii i badań, nasiąkamy tak mocno historiami we wczesnym dzieciństwie, że one po prostu budują naszą rzeczywistość potem. I myślę sobie, jakie mamy przekonania też i jak obserwujemy rzeczywistość, nawet mając teoretycznie świadomość, że to tylko bajki i tak dalej. Ale jaki był paradygmat w tych wszystkich książkach, że życie jest trudne, ktoś cię porwie, zło tylko czyha…

Trzeba się czegoś bać. Ja pamiętam, że jako dziewczynka bardzo bałam się ciemnego korytarza, albo schodzić sama do piwnicy po dżem nie chciałam, albo wynosić śmieci, jak było tak już trochę ciemnawo, nie chciałam wychodzić na podwórko, bo właśnie bałam się, że coś wyjdzie zza krzaka, coś mnie w tej piwnicy porwie. To wszystko się wzięło z tych książek.

Ja właśnie też tak myślę. Ja z tym lękiem zostałam do dzisiaj na przykład. Ja dopiero na terapii rozbrajam te lęki. Jak mówisz o tych ciemnych rzeczach, to rok temu, jak byłam w Londynie na warsztatach z Gaborem Maté, to w jednym ze sklepików jednego z muzeów, to było chyba Tate, znalazłam właśnie dział z książkami dla dzieci i tam była książka, która się nazywa „The dark”. I ja ją kupiłam niby dla mojej córki, ale kupiłam ją dla siebie, bo ona jest właśnie o chłopcu, który boi się zejść do piwnicy.

I pomogła ci?

Nie.

😊

To znaczy mówię tak i się śmieję i mówię, że nie, ale nie rozumiem jej.

Czy ta książka oswaja ze strachem, z tą ciemnością, czy raczej nie?

To przesłanie jest takie, że jak zejdziesz, to tam zawsze jest jakieś światełko i sobie to oswoisz, ale jakoś nie przekonała mnie tak do końca.

Właśnie ja nie pamiętam aż tak bardzo historii z dzieciństwa, jak obrazki. Pamiętam dużo takich ciemnych ilustracji i były takie książki – właśnie nawet nie pamiętam, co to było, jakaś legenda – ale rysunki były zrobione węglem i były takie bardzo ciemne. Ja się tej książki bałam. Ja pamiętam te samotne ranki z książkami, to ja jej raczej nie wyciągałam z tej szafki. I tak samo miałam na przykład z filmami typu „Muminki” – jest polska wersja „Muminków” i azjatycka chyba – no i ta polska zrobiona jest właśnie z kukiełkami i jest taka trochę ciemnawa. Zna ją także mój mąż Irlandczyk, który ją też oglądał w dzieciństwie i to są jego „Muminki”. A ja mówię: to są moje „Muminki”. Ja nie mogę ich oglądać, bo ja się ich boję. I do dzisiaj tak mam, że jak oglądam z moją córką „Muminki”, to włączam jej tę drugą wersję, bo nie chcę jej tego strachu dawać. Może ona nawet by się tego nie bała, tak jak mój mąż się tego nie boi, ale we mnie ten strach nadal tkwi, więc ja nie chcę jej tego dalej podawać. To samo mam z książkami, że nie czytam jej takich książek, których ja jako dziecko bym się bała.

Rozumiem cię w stu procentach, bo ja do dzisiaj nawet nie pokazałam mojej córce „Muminków”, ponieważ one właśnie wiały czymś takim smętno-groźnym. 

Niepokojące są…

No, tam tak jakby w tę bajkę wpisana była jakaś depresja. Może przez to, że tam nie było jakoś tego słońca za dużo i wiesz, wiecznie za chmurami. Nie wiem, nie umiem tego określić. Ale zobacz, to jest ciekawe, czy Słuchaczki też będą miały takie wspomnienia.

Chociaż ja teraz, jako dorosła osoba, czytam „Muminki” dla siebie i lubię to bardzo.

Ja myślałam, żeby do nich wrócić, ale się tak…

Boisz się?

No nie powiem, że się boję, ale one nie były właśnie moje ulubione z tego powodu.

Ja może dlatego lubię „Muminki” teraz, bo jakby odnajduję się w niektórych postaciach – ostatnio szczególnie Mama Muminka jest mi taka bliska. Ale nie tylko dlatego, że ona tam taka jest dbająca o tę rodzinę, ale jest też trochę taką mądrą mamą – wypuszcza te dzieci na podwórko, każe im robić różne rzeczy odważnie, wyrusza w podróż – jest taka trochę, jaką chciałabym być. Wolałabym być nią, niż Mamą Kangurzycą.

Ja też bardzo odnajduję się w Kubusiu Puchatku i też bardzo dużo czytamy i moja córka to bardzo lubi. I właśnie o Mamie Kangurzycy nawet sobie pomyślałam, bo tam jest dużo tych historii, że Kangurzątko wyszło z domu i samo się szwęda i myślę sobie: „A gdzie ta matka, co?”

W kuchni! 😊

Odważna. Także co do Mamy Muminka, powiem szczerze, jako dziecko zupełnie pominęłam tę postać, była taka niewidoczna, a może nieatrakcyjna dla nas, a może zupełnie się z nią nie utożsamialiśmy, więc nie mogę się odnaleźć w tym, co mówisz, ale te „Muminki” gdzieś tam są na mojej liście do kupienia. Teraz też jest taki wiek, gdzie wchodzimy w przejście już do tych historii dłuższych, tak naprawdę.

Trudny wiek, bo ciężko jest znaleźć książki, które są odpowiednie.

Myślisz? Na przykład, nie wiem, bo jestem teraz – à propos tego, co mówisz o odnajdywaniu siebie w tych postaciach – bo jestem dokładnie w takich punkcie, że zamówiłam sobie ostatnio trzy książki, każdą z innego polecenia, pokazywałam je nawet na Instagramie. I z takim zapałem, że będę czytać i w ogóle. Otworzyłam pierwszą i ona się w ogóle zaczyna takim tekstem, że część ludzi ma depresję po jej przeczytaniu, co prawie jakby mnie poparzyła. Ooooo… Spieprzaj w ogóle. Przepraszam za brzydkie słowo, ale nie, nie, to nie jest to, na co mam teraz ochotę. Więc myślę sobie: dobra, druga, druga będzie super. Takie wiesz w ogóle wyobrażenie. Fakt ma taki tytuł „Wszystko, co musimy utracić” czy jakoś tak, ale myślałam, że będzie tak tchnęła nadzieją w te straty, a ona taka po prostu, taka hardcorowa książka terapeutyczno-wchodząca w szczegóły, opisująca te historie ludzi, którzy się przedzierają przez tę terapię przez lata i trochę im pomogło, a trochę nie pomogło. I powiem ci, że jestem w takim momencie, w którym jest to dla mnie bardzo żywe, więc jakby zawsze przyjmowałam na intelekt takie książki sobie połykałam, a teraz jakby nie mam tej bariery i tak odbieram je, i też taka była jak gorący kartofel i musiałam ją odłożyć. I na to wszystko z ratunkiem przyszła książka, którą wieczorami czytam mojej córce, a była to „Banda Czarnej Frotté. Skarpetki powracają!”, i powiem ci szczerze – bo to jest ta skarpetkowa książka, która nie jest podzielona na takie osobne historie osobnych skarpetek, ale ona ma cały taki długi wątek – i powiem ci szczerze, to był moment, w którym tak się wkręciłam w tę książkę i pomyślałam sobie: „Tego mi teraz trzeba. Jestem na jakimś etapie, kiedy mogę się zidentyfikować z Gromisławem i Cierpisławem – skarpetkami z wąsami”. A z drugiej strony pomyślałam sobie: „Och, po prostu, czy czasami musimy wchodzić w te szczegóły, wszystko komplikować…?” I ta książka jest naprawdę świetna, i jak ja się cieszę, że mam dziecko, bo gdyby nie to, to pewnie nigdy bym do niej nie dotarła. Jest zabawna, jest w niej dużo aluzji. Myślę, że może śmiało pretendować do jednej z tych disnejowskich czy pixarowych produkcji, w których robi się niby bajki dla dzieci, a tak naprawdę pisze je się dla dorosłych. Jest taka polska w tym wszystkim.

I tak właśnie jak mówisz, książki dla dzieci przez to, że są krótkie, to w tych krótkich opowiadaniach często zawarte są takie mądrości w pigułce. Czasem myślę, że one są takie trochę jak wiersz wizualno-tekstowy. Jest taki bardziej prosty ten wiersz, bo jakby pisany prozą i tematy są jakby trochę głębiej opowiedziane, ale zostawiają na tyle dużo miejsca dla wyobraźni i dla twoich własnych myśli, że można się w tym odnaleźć.

Nie wiem, ja ostatnio stwierdziłam, ja lubię jednak dosłowność czasami. W sensie metaforyczną, ale taką właśnie prostszą. Być może te postaci z bajek są bardziej jednoznaczne, te przesłania są takie bardziej jednoznaczne. Ale właśnie tak jak o tym myślę o tych Skarpetkach, o tych historiach – tam jest dużo też takich ludzkich cech typu żądza władzy, próżność. Ale pomimo wszystko są też takie historie – na przykład teraz w tej drugiej części była historia o Skarpetce, która widziała garuki i ptakoryby, ale nikt ich nie widział i nikt w nie nie wierzył. W końcu na swojej drodze spotkała pisarkę, która też je widziała i pomyślała, że to niesamowite, że nikt inny ich nie widzi, więc ona musi napisać o nich książkę. I napisała książkę, która stała się bestsellerem. Na przykład to są takie piękne historie, których mi zabrakło w dzieciństwie, które w taki fajny sposób podgrzewają te takie pozytywne emocje, tę nadzieję. Nie tylko ten strach, nie tylko tę dojmującą część życia, że marzysz, to możesz po prostu marzyć i szukać. A nie są to takie uproszczone historie, bo ona tam jednak przeszła przez ileś tam momentów załamania, gdzie nawet w takiej popołudniowej gazecie odrzucili po prostu historię garuków i ptakoryb, bo nie było zdjęć dobrej jakości.

Jak już o tym mówimy, o Skarpetkach, to właśnie pozdrawiam Justynę Bednarek, autorkę książki o Skarpetkach, ale też autorkę mojej ulubionej książki ostatnio, to jest „Babcocha” i ja się utożsamiam z Babcochą bardzo. To jest taka książka, która otula ciepłem, i ta Babcocha otula ciepłem tę wioskę, w której mieszka, i jest trochę magiczna, a trochę dosłowna, potrafi się też bawić, potrafi z przymrużeniem oka popatrzeć na świat i na ludzi, i czasem mam wrażenie, że sama chciałabym być taką Babcochą na świecie. Bardzo lubię ją czytać mojej córce. Zresztą na tyle moja córka polubiła Babcochę, że ostatnio jej piąte urodziny były pod hasłem Babcochy. Także na pewno warte polecenia – Justyna Bednarek jest królową naszej półki książkowej. 

To prawda. Ja kupiłam tę „Babcochę”, bo ty ją polecałaś i akurat dla mnie ona jest z takiego świata, za którym ja nie przepadam. Ona coś takiego budzi we mnie, nie wiem, czegoś, z czym nie mogę się pogodzić. Nie, że jej jakoś bardzo nie lubię, ale nie zakochałam się w niej tak, jak w tych Skarpetkach akurat, więc być może dzielimy się na ludzi „od Skarpetek” i tych „od Babcochy”. Ale powiem szczerze, ja kiedyś zanim jeszcze w ogóle kupiłam te książki i wiedziałam, o co chodzi, to czytałam wywiad z Justyną Bednarek i się zastanawiałam, o co chodzi, w czym taki fenomen w ogóle. Ona opowiadała, jak to wymyśla i tak dalej, ale powiem szczerze, po tym jak widzę rozpiętość tego, język, taką bezkompromisową wyobraźnię, a jednocześnie taką swobodę w pisaniu rzeczy mimo wszystko śmiałych – bo te książki to nie są takie książeczkunie dla dzieci, takie, wiesz, jakaś po prostu… I teraz – powiedzieć to, czy nie?

Nie rzucamy tytułami, żeby nikogo nie obrazić.

No, one mogłyby być wszystkie w „Przekroju” i byłyby świetne. To jest ten poziom. Więc pozdrawiam, jestem fanką.

Ja też. Nawet jeżeli jesteśmy z dwóch stron spectrum. Akurat u nas Skarpetki zupełnie nie zaskoczyły. Ale to jest właśnie piękne, że jest tyle książek dla dzieci, że każdy coś znajdzie swojego i się odnajdzie w czymś, że nie wszyscy muszą lubić to samo. Bardzo to lubię.

No, to jest super. I teraz jest tego tak dużo, że to jest niesamowite. 

Dobra, to myślę, że na koniec podzielimy się takimi swoimi ulubionymi tytułami?

Zróbmy to!

Jesteśmy takie obstawione tymi książkami, a nie widać tego.

No wiem, bo się przygotowałyśmy 😊.

Aż się dziwię. Po prostu nie ruszamy się, żeby się nie telepało dźwiękowo, chociaż mi się chyba właśnie zatelepało z ekscytacji. To jestem ciekawa twoich tytułów.

Dobra. To zacznę od takiej książki, którą mam bardzo długo i do której wracam. To jest książka „Książę w cukierni” Marka Bieńczyka i ilustracje zrobiła Joanna Concejo. To są książki obrazkowe, które kupiłam dla siebie. Różne, bo mam taką, którą kupiłam tydzień temu i właśnie „Księcia w cukierni” mam już od paru lat na swojej półce. 

OK. Ale to są te książki „nowej ery”, nazwijmy to tak. 

To nie są książki, które czytałam jako dziecko. Książki obrazkowe, które czytam dzisiaj. Zatem „Książę w cukierni” to jest taka książka o szczęściu, bardzo poetycka – ilustracja i tekst jest dość poetycki – ale można też ją czytać dosłownie, nie chcę zdradzać za dużo. Jest to chyba najdłuższa książka na świecie. Ona, jak się ją rozłoży, na bank ma cztery metry długości, bo to jest taka książka-harmonijka. Świetna!

😊 Jak widzisz, w moich oczach przerażenie i jak wyobrażam sobie, jak się tarmoszę po prostu z tą harmonijką do snu.

To nic, ją się składa w taki malutki format, więc się nie przejmuj, ale zrobię zdjęcia i możemy podlinkować na Instagramie na przykład albo pod audycją. Niedawno opowiadałam na moim Instagramie, że kupiłam sobie książkę „Rzeka czasu”, a to dlatego, że ostatnio mam fisia na punkcie historii i lubię… Tylko, że ja nie lubię takich książek historycznych, które podają tylko fakty, tylko lubię jak te fakty są podane w jakiś przyjemny sposób. No i właśnie „Rzeka czasu” jest książką, która zaczyna się Wielkim Wybuchem, a kończy się na teraźniejszości i jest to po prostu książka obrazkowa, więc jest w niej więcej obrazków niż tekstu, ale te fakty są świetnie podane, więc polecam. No dobra, to jeszcze jedną. Mogę jeszcze jedną?

Dawaj, bo ja w sumie nie mam takiej wielkiej listy, więc ja tu ciebie będę eksploatować.

Ostatnio kupiłam sobie książkę… To jest właściwie cała seria. 

Jaka ładna.

Książka ma kropeczki – jest cała czerwona i ma czarne kropeczki i się nazywa „Yayoi Kusama Covered Everything in Dots and Wasn’t Sorry”, czyli „Yayoi Kusama pokryła wszystko kropkami i nie przepraszała za to”. To jest książka o japońskiej malarce Yayoi Kusama, która malowała nieskończoną ilość kropek na nieskończonej ilości rzeczy i używała też luster, żeby jeszcze ten efekt powiększyć. W przyszłym roku w marcu będzie jej wystawa w Berlinie, już się cieszę, bo na pewno tam pojadę. Po prostu są cudowne, to są takie instalacje wręcz, ona tworzy całe pokoje pełne tych kropek i człowiek się czuje jak dziecko, fantastyczne. I to jest książka o jej drodze, o tym że właśnie stawiała te swoje kropki, była artystką, chciała zawsze zostać artystką i konsekwentnie do tego dążyła, nawet jeżeli nie było na jej drodze łatwo. I to jest książka dla dzieci, którą można dziecku też przeczytać, co jest bardzo fajne. Z tej serii też powstały inne, między innymi o Pollocku na przykład, więc polecam również.

Super. Nie znałam w ogóle, tą jedną o historii widziałam u ciebie na Instagramie, a dwóch nie znałam, tak że będą tytuły i odnośniki na Instagramie i oczywiście na stronie wzwiazkuzzyciem.pl łamane przez odcinek, to podam jeszcze na samym końcu.

A ty, jakie masz książki na swoim stoliku?

Ja mam jednak te stare, wyciągnęłam, bo mam do nich sentyment. Ale przede wszystkim, myślę że „Kubuś Puchatek”, który… W ogóle mam taką wersję przetłumaczoną przez Wandę Chotomską i ona jest świetna językowo, jakby to jest świetny też tekst. Mnie od dziecka zawsze te słowa najbardziej pociągały i tekst, więc to było super. „Banda Czarnej Frotté” i wszystkie te historie o Skarpetkach, ale jeszcze takie serie tych książek, tak jak na przykład jest książka, o której już kiedyś opowiadałam, pisałam – to jest książka „A królik słuchał”. Czy dwie książki „Co robisz z pomysłem?” i „Co robisz z problemem?” To były książki, które ja czytam dla siebie, bo one w taki bajkowy, ale bardzo konkretny też sposób pokazują tę magię takiego czerpania z emocji, które się czuje i przełamywania w końcu problemów czy dążenia do realizacji swoich marzeń, pomysłów. Ta o pomyśle bardzo do mnie przemawia. To są takie książki, które na ten moment bardzo mi podchodzą. Natomiast niekoniecznie akurat te książki to są takie, które lubię czytać z moją córką, bo ona jeszcze nie do końca łapie te metafory. To jest taki okres, w którym ja tam się wzbijam po prostu w przestworza w swojej głowie, a ona wtedy mówi: „O, a czemu on siedzi w tym statku? To walczył z tym?” Czy coś takiego, jakby próbuje to na swój sposób ogarnąć.

Znam to. Dlatego ja mam na półce książki, których nie czytam mojej córce jeszcze, które są po prostu dla mnie. Książki obrazkowe kupowałam długo, długo zanim powstała w ogóle myśl, że będę miała kiedykolwiek dziecko.

Ale ty też jakby, też jesteś ilustratorką, też ilustrowałaś, że masz tam bogatą historię.

No tak, nie jest to mi obce. Mogę jeszcze o jednej opowiedzieć?

Daj na sam koniec.

Na sam koniec musimy opowiedzieć o naszym wspólnym ulubionym ilustratorze. Nie może być audycji o książkach bez Olivera Jeffersa oczywiście.

Tak. Poznałam go dzięki tobie.

Akurat tutaj mam książkę, którą kupiłam dla siebie i którą czytam tylko sobie i pewnie moja córka może to przeczyta sama kiedyś. To jest książka, której nie ma jeszcze niestety po polsku, być może dlatego, że trudno się ją będzie tłumaczyć, bo to jest książka „Once upon an alphabet”. To jest książka o alfabecie i do każdej litery jest napisana historia, ale nie tak, że antylopa, Anastazy, jadła arbuza…

Z apetytem 😊.

Tak, z apetytem. Tylko są to takie małe historie z puentą – w ogóle to jest niesamowite, że on w tych paru zdaniach potrafi napisać całą historię taką, że człowiek ma gęsią skórkę czasem. I to jest dodatkowo fajne w tej książce, że bohaterowie z niektórych liter pojawiają się przy innych literach jako drugoplanowi bohaterowie. To jest niesamowite, że się później ich znajduje. Na przykład jest też odpowiedź na to, ile słoni mieści się w kopercie. Więc polecam gorąco!

Ja ze swojej strony dodam, że uwielbiam tę książkę, którą podarowałaś mojej córce na urodziny kiedyś, też po angielsku „The Day the Crayons Quit” – o strajku kredek. I ona też jest super.

I chyba jest nawet po polsku, tak mi się wydaje, już teraz.

No, to fajnie, bo to jest akurat książka, którą moja córka wybrała – dzisiaj ma dzień, w którym miała zabrać jedną ze swoich książek do przedszkola i o niej opowiedzieć. Myślałam, że weźmie Skarpetki, ale ona wybrała tę o kredkach.

Czuje się wzruszona. To jest fantastyczna książka, którą można czytać dzieciom i dzięki której dzieci przestają malować trawę na zielono, a słońce na żółto i dinozaury na zielono.

Tak, chociaż ku mojemu zaskoczeniu – bo miała też narysować obrazek jakoś zainspirowany książką, którą ma przynieść, którego w końcu zdecydowała się nie zabierać, bo powiedziała, że inne dzieci nie miały obrazków – ale narysowała na nim różową królewnę z zieloną pupą 😊.

😊

Ta pupa jest takim bastionem, myślę sobie, przesłania tej książki. 

No właśnie, bo nigdy nie wiadomo, jak nasze dzieci zinterpretują książkę, którą im czytamy.

I to jest właśnie piękne. Nawet tak sobie pomyślałam jeszcze, już kończąc, jak rozmawiałyśmy, czy są jakieś książki, które by w dzieciach pielęgnowały poczucie, że bycie wrażliwym jest fajne. A potem pomyślałam sobie, że chyba większość książek dla dzieci jest właśnie o tym, tylko my tę wrażliwość utożsamiamy z wiekiem dziecięcym po prostu. A właśnie to, co mnie teraz urzeka w tych książkach, to jest takie namawianie do bycia sobą – w tych nowej generacji książkach – nie mówimy o „Czerwonym Kapturku”. Tylko właśnie takie namawianie do bycia sobą i takiego pielęgnowania w sobie tego, nawet co powiedziałaś o tej artystce, o tych kropkach – to jest super.

I tego Wam wszystkim życzymy.

Dokładnie.

Bądźmy sobą w te Święta.

Dokładnie. Dajcie też znać – jesteśmy ciekawe, co Wy lubicie, co znałyście, co kochanie, czego nie lubicie, co czytałyście. A może w ogóle macie jeszcze inne przemyślenia na ten temat. Dzięki. Do usłyszenia!

Do usłyszenia! Dziękuję.

Dzięki. Pa. 

 

Dziękuję Ci serdecznie za wysłuchanie dzisiejszej rozmowy. Jeśli masz ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami możesz to zrobić na kilka sposobów: 

– możesz zostawić komentarz na stronie odcinka 

– możesz napisać do nas bezpośrednio przez Instagram lub tam zostawić komentarz. Konto audycji Tam też jest post odnoszący się do tego odcinka i znajdziesz odnośniki do naszych prywatnych kont, gdzie poruszamy także ten temat moje konto to agnieszka___piekarska, a Kasi to kasiawarpas. 

Na sam koniec jak zawsze zachęcam Cię też do zasubskrybowania audycji tam gdzie słuchasz oraz do zapisania się na newsletter audycji. W dzień premiery wysyłam mailowe powiadomienia o nowych odcinkach, a czasem mam dla Was też miłe niespodzianki. 

Jeśli masz ochotę podziel się tym odcinkiem choć z jedną osobą. Być może będzie to dobry pretekst do rozmowy na ten temat? 

Życzę Ci dobrego i spokojnego czasu. 

Do usłyszenia. 

Spodobało Ci się? Podziel się! Zajmie Ci to parę sekund... :*

Zostaw Komentarz

Zapisz się do newslettera